czwartek, 12 kwietnia 2012

Chustecznik dla Babci

          Oj dawno nic nie pisałam. Przechodzę niestety kryzys nocnego szycia - organizm odmówił współpracy i cóż mogę poradzić. Ale przed Wielkanocą udało mi się zmobilizować i uszyłam chustecznik dla mojej Babci.


          Na początku była cała sterta ścinek, starych koszul i kawałków sztruksu. I koronka - bardzo lubię ją wszywać w różne rzeczy.


          Po głębszym zastanowieniu powstały aplikacje kraciastych kwiatków ze sztruksowymi listkami. A z tyłu koronka.


           Zawsze staram się w środku wszyć ładny materiał - czy to w kosmetyczkach, czy w chustecznikach. To po prostu miło zaglądać do środka, a tam jeszcze sympatyczniej niż na zewnątrz:) . Mam wrażenie, że inni też to lubią.


          Staram się o dofinansowanie na rozpoczęcie działalności gospodarczej w Urzędzie Pracy. Przeszłam już pierwszy etap, więc idzie dobrze. Aczkolwiek pojawiły się niespodziewane trudności: Urząd chce mnie widzieć na szkoleniu przez dwa tygodnie od 14:00-20:30 i nie pozwala wziąć 9-cio miesięcznej Córeczki ze sobą. A jak się nie stawię, to szansa na dotację przepada. A kto mi się dzieckiem zajmie? Tak się zastanawiam komu ten Urząd ma pomagać???

czwartek, 15 marca 2012

Poduszka Cathedralna


         Podusia w technice Cathedral Window uszyta z mojej ulubionej tafty pojechała do Francji jako prezent.  Na zdjęciu w swoim nowym domku. Poduszkę szyłam już dwa miesiące temu, ale dopiero teraz dokopałam się do zdjęć i mogę ją opublikować. A aktualnie pracuję nad innym patchworkiem, który mam nadzieję niebawem się pojawi na blogu.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Komplecik Cathedral Window


         Przedwczoraj udało mi się skończyć komplecik na stół na imieniny dla teściowej. Kolorystyka ecri-niebieska. W komplecie jest podkładka pod czajniczek z herbatą, albo dzbanek oraz cztery podkładki pod kubeczki. A materiał: tafta, jak zwykle:)




A tutaj podkładki z moim ulubionym serwisem lawendowym:)

niedziela, 12 lutego 2012

Podkładki Lawendowe


          Jeszcze w grudniu uszyłam lawendowe podkładki na stół. Dopiero dziś dotarłam do zdjęć. Podkładki są uszyte z mojej ulubionej tafty. Komplet składa się z czterech egzemplarzy - każda jest inna, różnią się lawendkami i kolejnością kolorowych pasów.


          Wbrew pozorom kwiatki naszyłam na materiał koloru ecri - nie wiem zupełnie, dlaczego na tym zdjęciu jest zielony. Zdjęcia były robione przy bardzo mocnym słońcu - może on tak zniekształcił kolory.



          
          Podkładki powstały z myślą o nauczycielce francuskiego mojej mamy. Już wcześniej uszyłam dla niej poduszkę lawendową, a ponieważ mam jej zdjęcie w naturalnych kolorach niżej ją prezentuję. Na prawdę szyłam stołowe podkładki z tych samych materiałów co poniższa poduszka, ale zdjęcia były robione innym aparatem i pewnie stąd zniekształcenia kolorów.

czwartek, 9 lutego 2012

Oprawka na Biblię

          Parę dni temu zaprezentowałam jeszcze niedokończony obrazek z oprawki na Biblię, którą szyłam. Długo nad nią pracowałam, ale wreszcie udało mi się skończyć. Od frontu widać drzewo nad rzeką, a z tyłu jest wyszyty cytat z księgi Psalmów, który był inspiracją dla obrazka. Oczywiście głównie szyłam z tafty, jednak "ramka" jest zrobiona ze sztruksu.


Od wewnątrz wszyłam zakładkę, która chroni Pismo przed zamkiem.


A ta wygląda obrazek w całej okazałości:


I jeszcze jedno zdjęcie obrazka, tylko w innym oświetleniu. Niestety robiłam zdjęcia po nocy, więc kolory są nieznacznie zniekształcone.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Śliniaczek z Serduszkiem

        
           A to drugi śliniaczek, z aplikacją serduszkową. Pomimo podklejenia materiałów flizeliną, zewnętrzne serduszko trochę się pofalowało przy zszyciu. Nie wiem dlaczego. Ale popracuję na tym. Córeczce to w każdym razie w niczym nie przeszkadza.

piątek, 3 lutego 2012

Ślinołap

               Całe życie myślałam, że śliniaczki służą do ratowania ubranek dziecięcych przed przechwyceniem zbyt dużej ilości jedzenia. No cóż - myliłam się. Kiedy moja Córeczka miała dwa miesiące zaczęła produkować niezliczone ilości śliny. Jakby jej ktoś odkręcił kranik w buzi. To było niesamowite - potrafiła zaślinić kilka bluzek dziennie. I wtedy dotarło do mnie, że śliniaczek, jak sama nazwa wskazuje, został przewidziany na tę okoliczność. Nie wiem czemu nie nazywa się śłinołap. 


          Ząbkowanie Córeczki (którego efektem ubocznym jest ślinienie się) stało się okazją do uszycia śliniaczków. Jeden z nich prezentuję w tym poście. Uszyłam go z dwóch moich bluzek - pasiastej i gładkiej z nadrukiem, który stał się centralnym obrazkiem śliniaczka.


                Mam też zagadkę: kto wie, co to będzie?


.